obuwie damskie - obozy rowerowe - kolonie dla dzieci -
wrogami.
- Powinieneś się do tego przyzwyczaić, Kathandrionie. Dopóki ja pozostanę tutaj, a pozostanę przez długi czas, te doroczne spotkania będą w Arendii tradycją. Rozmowa z ludźmi jest o wiele lepsza od walki.
- Jakże nienaturalną rzecz proponujesz! Przewróciłam oczyma z teatralnym grymasem zbolałej rezygnacji.
- Arendowie! - westchnęłam. Kathandrion wybuchnął śmiechem.
- Uwielbiam, gdy to robisz, Polgardo - powiedział. -Wtedy wszystko wydaje się dziecinną igraszką.
- Bo jest, Kathandrionie. Uwierz mi, jest.
Lato minęło bez ciekawszych wydarzeń, ale jesień obfitowała w imprezy towarzyskie. Najwyraźniej to arendyjski zwyczaj: odpoczywać całe lato, a potem balować, dopóki nie obuwie damskie
spadnie śnieg.
Kiedy wedle moich obliczeń zbliżał się czas Asrany, pojechałam do Vo Mandor w towarzystwie Killane. O nic nie pytał, nic nie proponował, po prostu ze mną pojechał.
- Nie pozwolę ci samej jechać, moja pani - powiedział, gdy zacszęłam protestować. - Pomijając niebezpieczeństwa, twa pozycja doznałaby szwanku, gdyby rozeszło się, iż nie stać cię na stosowną eskortę.
- Jestem dokładnie tego samego zdania, baronowo - powiedział Mangaran, po czym ciągnął dalej: - Niestety, mój najstarszy siostrzeniec jest niewiele lepszy od Nerasina. To nicpoń tkwiący po uszy w karcianych długach. Mówiąc wprost, obozy rowerowe
nie powierzyłbym mu zarządzania chlewnią.
- Znam go, Polly - powiedziała Asrana. - Nazywa się Olburton i nie jest lepszy od Nerasina. Jeśli któryś z nich przejmie władzę po Mangaranie, Asturia po prostu rozpadnie się na niewielkie walczące z sobą posiadłości. - Spojrzała chłodno na męża. - A w Mimbre nie brakuje takich, którzy chcieliby to wykorzystać, prawda, kochanie? Mandorin westchnął.
- Obawiam się, iż prawdę rzekłaś - przyznał.
- A w Wacune nie brakuje przygranicznej szlachty, która myślałaby podobnie - dodałam. - Czemu bliskość granic wyzwala w ludziach najgorsze cechy?
- To proste, kolonie dla
dzieci Polly - powiedziała Asrana z cynicznym uśmiechem. - Każdy wie, że ludzie po drugiej stronie każdej granicy nie są naprawdę ludźmi, więc cały ich dobytek należy się prawdziwym ludziom po naszej stronie granicy.
- To brutalne spojrzenie na życie, Asrano.
- Jednakże słuszne - odparła, zuchwale zadzierając głowę.
- Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę może się zdarzyć - zaprotestował Mandorin. - Pokój, zdobyty z takim trudem, jest teraz zdany na łaskę pary asturiańskich gogusiów.
- A co gorsza, niewiele możemy na to poradzić - mruknął ponuro Mangaran. - Na szczęście mnie już nie obozy
jeździeckie będzie, gdy do tego dojdzie
- Cóż za osobliwa sprawa - zauważyła Asrana w zamyśleniu. - Pokój wymaga równie silnych władców jak wojna. Mangaranie, mój drogi, a może zostawiłbyś biednej Asturii pożegnalny prezent? Umieść w swym testamencie klauzulę, która obu nieudacznych siostrzeńców pośle pod katowski topór. Człowiekowi bez głowy korona na nic się nie przyda.
- Asrano! - wykrzyknął wstrząśnięty Mandorin.
- Tylko żartowałam, kochanie - zapewniła go, po czym zmarszczyła lekko brwi. - Choć to nie byłoby takie głupie - dodała w zamyśleniu. - Czemu nie mielibyśmy tego zrobić, nim Mangaran złoży obozy
głowę na łonie Chaldana? Odrobina trucizny zadana odpowiednim osobom załatwiłaby sprawę. Potem byśmy trucizną torowali sobie drogę przez szeregi asturiańskiej szlachty, dopóki nie natrafimy na kogoś zdatnego do sprawowania władzy.
- Trochę to za proste, Asrano - złajał ją Mangaran.
- Im prostsze, tym lepsze, przyjacielu. Wszyscy jesteśmy w końcu Arendami i nie lubimy komplikacji.
- Muszę przyznać, że to kuszący pomysł - rzekł Mangaran z krzywym uśmieszkiem.
- Zdecydowanie odradzam - wtrąciłam. -Włączenie trucizny do polityki zawsze zachęca do naśladownictwa, a przecież każdy musi jeść.
- Trucizny są jednak bardzo rzadkie - powiedziała Asrana-i bardzo drogie,
obozy jeździeckie - obozy -
|